Radzieccy płetwonurkowie spotykający trzymetrowe istoty w Bajkale podczas nurkowania w 1982 roku

W skrócie →

Historia o niezwykłych „pływakach” z Bajkału nie powstała jako współczesna legenda internetowa. Jednym z jej najważniejszych źródeł jest relacja byłego radzieckiego oficera Marka Sztejnberga, opublikowana na początku lat 90. Sztejnberg rzeczywiście służył w Armii Radzieckiej i doszedł do stopnia pułkownika. Twierdził, że w 1982 roku usłyszał od wysokiego rangą generała o tragicznym incydencie podczas szkolenia nurków wojskowych na zachodnim brzegu Bajkału.

Nie udało mi się jednak odnaleźć publicznie dostępnego raportu wojskowego, nazwisk rzekomych ofiar ani dokumentacji medycznej potwierdzającej katastrofę. Istnieje więc wczesna i konkretna relacja, ale brakuje dokumentu z 1982 roku, który pozwoliłby ją niezależnie zweryfikować.

Latem 1982 roku radzieccy płetwonurkowie wojskowi mieli podczas ćwiczeń natknąć się na trzymetrowe istoty w Bajkale. Według późniejszej relacji humanoidalne postacie poruszały się swobodnie na głębokości około 50 metrów i nie korzystały z widocznych aparatów oddechowych.

Dowództwo miało podjąć decyzję o schwytaniu jednej z istot.

Siedmiu nurków ruszyło z siecią.

Chwilę później cała grupa miała zostać gwałtownie wyrzucona ku powierzchni.

Trzech ludzi podobno zmarło wskutek następstw zbyt szybkiego wynurzenia.

Historia brzmi jak scenariusz science fiction. Problem w tym, że za opowieścią stoi konkretny były radziecki oficer, a jej ślad można znaleźć w rosyjskich publikacjach sprzed ponad trzydziestu lat.

Postanowiłem sprawdzić, skąd właściwie pochodzi historia o trzymetrowych istotach w Bajkale i czy istnieją dokumenty potwierdzające, że wydarzyła się naprawdę. W dalszej części porównuję najstarsze dostępne relacje z późniejszymi publikacjami i sprawdzam, gdzie kończy się dokumentacja, a zaczyna legenda.

Trzymetrowe istoty w Bajkale – lato 1982 roku

Według relacji Marka Sztejnberga na zachodnim brzegu Bajkału odbywało się szkolenie płetwonurków-zwiadowców Zachodniosyberyjskiego i Zabajkalskiego Okręgu Wojskowego.

Radzieccy płetwonurkowie próbujący schwytać trzymetrową istotę w Bajkale za pomocą sieci

Podczas nurkowań na głębokości około 50 metrów żołnierze mieli kilkakrotnie spotkać coś niezwykłego.

Nieznani „pływacy” mieli przypominać ludzi.

Byli jednak znacznie więksi.

Sztejnberg podawał, że mierzyli niemal trzy metry wysokości.

Według jego relacji nosili obcisłe, srebrzyste kombinezony oraz kuliste hełmy zakrywające głowy. Najdziwniejsze było jednak coś innego.

Nie zauważono przy nich butli, automatów oddechowych ani innego typowego wyposażenia nurkowego.

Mimo tego poruszali się pod wodą szybko i swobodnie.

Taki opis trzymetrowych istot w Bajkale rzeczywiście pojawia się w zachowanej wersji relacji Sztejnberga dotyczącej wydarzeń z 1982 roku, zachowanej w archiwalnym numerze „Anomalii” z 1992 roku.

Dowództwo podejmuje ryzykowną decyzję

Jeżeli relacja jest prawdziwa, wojskowi nie ograniczyli się do obserwacji.

Dowództwo szkolenia miało zdecydować o schwytaniu jednej z istot.

Wyznaczono siedmioosobową grupę nurków dowodzoną przez oficera.

Plan był prosty.

Do schwytania tajemniczego „pływaka” zamierzano wykorzystać sieć.

Grupa zbliżyła się do jednej z postaci.

Nurkowie mieli rozpocząć próbę zarzucenia sieci.

I wtedy sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Według Sztejnberga cała siedmioosobowa grupa została przez nieznaną siłę gwałtownie wypchnięta ku powierzchni.

Wynurzenie z 50 metrów

To moment, w którym nawet bez niezwykłych istot historia staje się bardzo niebezpieczna.

Nurek znajdujący się na głębokości około 50 metrów nie powinien gwałtownie wynurzać się bez odpowiedniej procedury.

Według opowieści właśnie tak stało się z siedmioma wojskowymi.

Sztejnberg twierdził, że wszyscy zostali dotknięci skutkami gwałtownej dekompresji.

Na miejscu miało znajdować się kilka komór dekompresyjnych, ale tylko jedna była sprawna. Mogła normalnie pomieścić dwie osoby.

Do środka próbowano wprowadzić czterech poszkodowanych.

Skutek miał być tragiczny.

Trzech nurków, w tym dowodzący grupą oficer, miało umrzeć. Pozostali mieli zostać inwalidami.

I właśnie tutaj historia zaczyna wymagać znacznie dokładniejszego sprawdzenia.

Issyk-Kul czy Bajkał?

W internetowych wersjach tej historii często pojawia się również jezioro Issyk-Kul w dzisiejszym Kirgistanie.

Można więc odnieść wrażenie, że nie wiadomo nawet, gdzie miał wydarzyć się incydent.

Kiedy dotarłem do wcześniejszej wersji relacji Sztejnberga, sytuacja stała się znacznie jaśniejsza.

Sztejnberg twierdził, że latem 1982 roku sam znajdował się nad Issyk-Kulem, gdzie razem z podpułkownikiem Giennadijem Zwieriewem prowadził szkolenie nurków-zwiadowców Turkiestańskiego i Środkowoazjatyckiego Okręgu Wojskowego.

Wtedy miał niespodziewanie przybyć generał major W. Demianienko, określany przez Sztejnberga jako szef służby nurkowej wojsk inżynieryjnych Ministerstwa Obrony ZSRR.

Generał nie miał opowiadać o zdarzeniu na Issyk-Kulu.

Według relacji poinformował oficerów o nadzwyczajnym incydencie podczas podobnego szkolenia na zachodnim brzegu Bajkału.

To ważne rozróżnienie:

Issyk-Kul — miejsce, w którym Sztejnberg miał usłyszeć historię.

Bajkał — miejsce, w którym według jego relacji miał wydarzyć się tragiczny incydent.

Część późniejszych opracowań połączyła te dwa miejsca, co przyczyniło się do zamieszania wokół całej historii.

Tu zaczyna się moje śledztwo

Sowieccy nurkowie obserwujący trzymetrowe istoty w Bajkale podczas tajemniczego podwodnego spotkania

Opowieść jest niezwykła.

Ale pierwsze pytanie nie powinno brzmieć:

kim były trzymetrowe istoty?

Najpierw trzeba ustalić coś znacznie bardziej podstawowego:

skąd właściwie znamy tę historię?

Kim był Mark Sztejnberg i skąd znał historię o trzymetrowych istotach w Bajkale?

Mark Josifowicz Sztejnberg nie był anonimowym autorem internetowej opowieści.

Był wieloletnim oficerem Armii Radzieckiej.

Służył między innymi w wojskach inżynieryjnych i sztabie Turkiestańskiego Okręgu Wojskowego. Po zakończeniu służby posiadał stopień pułkownika rezerwy, a później zajmował się dziennikarstwem i historią wojskowości. W rozmowie opublikowanej w 2009 roku sam opisywał swoją wojskową karierę i potwierdzał, że zakończył ją w stopniu pułkownika.

To ma znaczenie, ponieważ opowieść o trzymetrowych istotach w Bajkale nie pochodzi od anonimowego autora internetowego.

Nie dowodzi, że historia o istotach jest prawdziwa. Pokazuje jednak, że opowieść określana frazą „trzymetrowe istoty w Bajkale” ma konkretnego, możliwego do zidentyfikowania autora.

Pokazuje jednak, że jej autor rzeczywiście posiadał wojskowe doświadczenie i znajdował się w środowisku, o którym pisał.

Pierwszy publiczny ślad prowadzi do 1992 roku

Jednym z najważniejszych punktów mojego śledztwa nad historią o trzymetrowych istotach w Bajkale jest data publikacji.

Rzekome wydarzenia:

1982

Pierwszy znany mi publiczny zapis historii:

1992

W archiwum zachował się numer rosyjskiego biuletynu „Аномалия” („Anomalia”) z kwietnia–czerwca 1992 roku. W tym wydaniu znajduje się tekst zawierający relację Sztejnberga dotyczącą szkolenia nurków i niezwykłego zdarzenia.

Oznacza to około dziesięciu lat przerwy pomiędzy rzekomym incydentem a publicznie dostępnym opisem.

To nie przekreśla historii.

Jeżeli sprawa rzeczywiście była objęta tajemnicą wojskową, opóźnienie byłoby możliwe.

Ale z punktu widzenia badania źródeł powstaje bardzo ważny problem.

Co wydarzyło się z tą historią przez te dziesięć lat?

Tajny rozkaz po katastrofie

Sztejnberg twierdził, że sprawa nie zakończyła się na ustnym ostrzeżeniu generała.

Po wydarzeniu sztab Turkiestańskiego Okręgu Wojskowego miał otrzymać rozkaz głównodowodzącego Wojsk Lądowych, w którym analizowano incydent na Bajkale.

Do dokumentu miał być dołączony biuletyn wojsk inżynieryjnych Ministerstwa Obrony ZSRR.

Według relacji wymieniano w nim głębokie jeziora, w których rejestrowano anomalne zjawiska:

podwodne istoty podobne do tych z Bajkału, ogromne obiekty dyskoidalne i kuliste wynurzające się z wody oraz niezwykłe światła pochodzące z głębin.

Sztejnberg twierdził, że materiały miały wysoki stopień tajności i były przekazywane ograniczonemu gronu osób.

To byłby niezwykle mocny dowód.

Problem polega na tym, że:

nie udało mi się odnaleźć publicznie dostępnej kopii tego rozkazu ani biuletynu.

Gdzie są nazwiska trzech zabitych nurków?

To dla mnie najważniejszy problem całej historii.

Według relacji wydarzenie nie zakończyło się jedynie obserwacją.

Miało dojść do śmierci trzech radzieckich żołnierzy.

Jeżeli tak było, powinien istnieć jakiś ślad.

Nie oczekuję koniecznie jawnego raportu prasowego z 1982 roku. Związek Radziecki nie był państwem słynącym z jawności w sprawach wojskowych.

Ale po ponad czterech dekadach spodziewałbym się znaleźć przynajmniej coś:

  • nazwiska ofiar lub uczestników,
  • numer jednostki,
  • raport powypadkowy,
  • dokumentację medyczną,
  • akta komisji wojskowej,
  • nekrolog lub wspomnienia rodziny,
  • dokument dotyczący świadczeń po śmierci żołnierza.

Na obecnym etapie mojego śledztwa nie znalazłem żadnego z tych elementów.

Nie został publicznie przedstawiony także wiarygodny wykaz siedmiu członków grupy nurkowej.

To znacząco osłabia możliwość niezależnego potwierdzenia opowieści. Bez nazwisk i dokumentów historia „trzymetrowe istoty w Bajkale” nadal pozostaje relacją wymagającą weryfikacji.

Brak dokumentu nie oznacza automatycznie, że wydarzenia nie było

Tu trzeba zachować ostrożność.

Brak odnalezionego przeze mnie dokumentu nie jest dowodem na to, że dokument nigdy nie istniał.

Część radzieckich akt wojskowych pozostawała tajna, część mogła zostać zniszczona, a część może nadal znajdować się w niedostępnych archiwach.

Dlatego nie mogę uczciwie napisać:

„historia została zmyślona”.

Mogę powiedzieć coś innego:

nie znalazłem niezależnego dokumentu wojskowego potwierdzającego zdarzenie opisane przez Sztejnberga.

To zasadnicza różnica.

Czy ktoś próbował sprawdzić tę historię na miejscu?

Tak.

Rosyjscy autorzy i badacze zainteresowani Bajkałem próbowali później dotrzeć do informacji o rzekomym incydencie.

Jednocześnie historia zaczęła obrastać w kolejne relacje — między innymi opowieści miejscowych rybaków i nurków.

W 2010 roku rosyjski serwis Baikal24 opublikował obszerny tekst poświęcony zagadkom jeziora. Autor przytaczał relację Sztejnberga, ale także wspominał o późniejszych opowieściach rybaków i pracowników służb ratunkowych o podobnych istotach.

Problem polega na tym, że takie późniejsze historie pojawiają się już po upowszechnieniu opowieści Sztejnberga.

Nie mogę więc automatycznie uznać ich za niezależne potwierdzenie wydarzeń z 1982 roku.

Powtarzanie historii to nie to samo co niezależne źródło

To jedna z najważniejszych rzeczy, które zauważyłem podczas śledztwa dotyczącego trzymetrowych istot w Bajkale.

W internecie można znaleźć dziesiątki tekstów o „radzieckich płetwonurkach z Bajkału”.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak ogromna liczba źródeł.

Kiedy jednak zacząłem cofać się po kolejnych publikacjach, wiele z nich prowadziło do tej samej relacji.

Mark Sztejnberg → późniejsze przedruki → książki → strony internetowe → filmy → kolejne artykuły.

Dziesięć stron internetowych powtarzających tę samą historię nie oznacza dziesięciu niezależnych świadków. Podobny problem z kopiowaniem późniejszych wersji źródeł pojawił się w moim śledztwie dotyczącym zaginionego dziennika admirała Byrda.

To nadal może być jedno źródło powielone dziesięć razy.

A co z chorobą dekompresyjną?

Ten fragment historii jest akurat fizycznie możliwy.

Gwałtowne wynurzenie z około 50 metrów może prowadzić do ciężkich urazów związanych ze zmianą ciśnienia.

Nie oznacza to jednak, że znamy przyczynę takiego wynurzenia.

Jeśli sam wypadek rzeczywiście miał miejsce, mogły istnieć również zwyczajne scenariusze:

  • awaria sprzętu,
  • panika,
  • błąd podczas ćwiczenia,
  • problem z zabezpieczeniem grupy,
  • niekontrolowane wynurzenie.

Nie znalazłem jednak raportu z wypadku, który pozwoliłby potwierdzić którykolwiek z tych scenariuszy.

Dlatego naturalne wyjaśnienie pozostaje hipotezą dokładnie tak samo, jak nadzwyczajna przyczyna opisywana przez Sztejnberga.

Co naprawdę mogę potwierdzić?

Po przeanalizowaniu dostępnych materiałów historię o trzymetrowych istotach w Bajkale oddzieliłbym na trzy poziomy.

To udało mi się potwierdzić

Mark Sztejnberg był rzeczywistym radzieckim oficerem i zakończył służbę jako pułkownik.

W relacji przypisywanej Sztejnbergowi z początku lat 90. rzeczywiście znajduje się opis trzymetrowych istot, siedmiu nurków, próby schwytania jednej z nich oraz gwałtownego wynurzenia grupy.

Sztejnberg rzeczywiście rozróżniał Issyk-Kul, gdzie prowadził własne szkolenie, od zachodniego brzegu Bajkału, gdzie według informacji przekazanej przez generała miał wydarzyć się incydent.

Tego nie udało mi się niezależnie potwierdzić

Nie znalazłem nazwisk siedmiu nurków ani trzech rzekomych ofiar.

Brakuje również publicznie dostępnego raportu o wypadku oraz dokumentacji medycznej.

Nie odnalazłem także kopii tajnego rozkazu głównodowodzącego Wojsk Lądowych ani biuletynu opisującego anomalne zjawiska w głębokich jeziorach ZSRR.

Tego źródła nie dowodzą

Nie ma dostępnego materiału fizycznego pochodzącego od rzekomych istot ani zdjęcia lub filmu z wydarzenia.

Nie znalazłem również zapisu sonarowego ani innego pomiaru potwierdzającego obecność trzymetrowych humanoidów.

Brakuje także publicznie dostępnego dokumentu wojskowego, który jednoznacznie wskazywałby, że radzieckie dowództwo uznało takie istoty za realne. Dla porównania w sprawie incydentu w Rendlesham Forest zachowały się oficjalne dokumenty wojskowe, co pozwala znacznie dokładniej oddzielić późniejszą legendę od źródeł z epoki.

Czy radzieccy płetwonurkowie naprawdę spotkali trzymetrowe istoty w Bajkale?

Na podstawie materiałów, do których udało mi się dotrzeć, nie mogę potwierdzić, że trzymetrowe istoty w Bajkale rzeczywiście zostały zaobserwowane przez radzieckich nurków.

Ale sprawa jest ciekawsza niż zwykła legenda stworzona w mediach społecznościowych.

Historia ma konkretnego autora.

Autor rzeczywiście był radzieckim oficerem.

Relacja istnieje od co najmniej początku lat 90.

Zawiera konkretne nazwiska, jednostki, miejsca oraz opis rzekomego wojskowego obiegu informacji.

Jednocześnie w historii o trzymetrowych istotach w Bajkale brakuje elementu najważniejszego.

Dokumentu z 1982 roku.

Dopóki nie pojawi się raport wojskowy, lista uczestników, dokumentacja medyczna albo kopia rzekomego rozkazu, historia o trzymetrowych istotach w Bajkale pozostaje niezwykłą, lecz niepotwierdzoną relacją byłego radzieckiego oficera.

I właśnie tutaj kończy się moje śledztwo — przynajmniej na razie.

Bo być może najważniejsze pytanie nie brzmi:

Kim były trzymetrowe istoty z Bajkału?

Najpierw trzeba odpowiedzieć na inne:

Czy uda się odnaleźć dokument, który potwierdzi, że siedmiu radzieckich nurków rzeczywiście przeżyło taki incydent w 1982 roku?

Źródła i materiały

  SeoHost.pl

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone jako wymagane *